Wrześniowe święto roślinek
Sukulenty, paprocie, jabłka, balony. Obwarzanki, miody, herbaty i dynie. Chleby na zakwasie, kwieciste bukiety, lokalne przetwory. Koncerty, występy, targi ogrodnicze. Zapraszam do moich wrześniowych Skierniewic, pachnących szarlotką okraszaną zachodzącym słońcem!
Zastanawiałam się kilka chwil czy jest sens pisać o święcie, które znam od najmłodszych lat. O Święcie Kwiatów, Owoców i Warzyw, które w mojej podświadomości zna każdy. Wrzesień odkąd pamiętam kojarzył się ze szkołą, początkiem jesieni i jednym wyjątkowym weekendem przepełnionym paletą najróżniejszych barw, szaleńczą ilością zapachów i smaków, oraz tłumem ludzi na ulicach, którzy nie miałam pojęcia skąd brali się w moim mieście.
Od jakiegoś czasu zaczęłam bardzo mocno doceniać to, co lokalne, choć jeszcze niedawno nawet bym o tym nie pomyślała. Szeroko pojęta kultura festiwalowa kojarzy się głównie z większymi miastami, albo z miejscowościami znanymi medialnie. Ale przecież nie tylko ogromne miasta są miejscem tworzenia się kultury i promowania jej na szerszą skalę. Z resztą małe miasteczka w swojej kulturze są niezwykle prawdziwe, i zdecydowanie potrafią wyróżnić się oryginalnością oraz klimatem. Dlatego dzisiaj będzie lokalnie (choć w randze ogólnopolskiej), o moich rodzinnych Skierniewicach, w trzeci wrześniowy weekend roku!
Warto byłoby zacząć od odrobinki historii tego wydarzenia!
Oficjalnie pierwsze w historii miasta SŚKOiW obyło się we wrześniu roku 1977, jednak źródła mówią o zalążkach święta już w roku 1956, kiedy to zorganizowano imprezę na kształt dożynek, ale takich dawnych dożynek, bez całego chińskiego kiczu - prezentacje niezwykłych okazów roślin wyhodowanych pod okiem skierniewickich sadowników oraz ogrodników, a także specjalne pokazy rasowych zwierząt hodowlanych. Na ulicach podziwiać było można wielobarwne stragany warzyw, owoców oraz roślin wszelakich, a także zobaczyć najpiękniejsze okazy koni czy byków. Pierwsze święto zorganizowane było na bogato, miało być kolorowo, wyjątkowo i głośno, na całą Polskę. Zatrudniono reżysera mającego zaplanować całe wydarzenie, ściągnięto do Skierniewic czołowych polskich artystów, zorganizowano corso warzywno-owocowe, a całość na żywo transmitowała ogólnopolska telewizja. Z roku na rok (z wyłączeniem lat 1982,1983 oraz 1999) wydarzenie stawało się coraz szersze, wprowadzono Paradę Młodzieży Szkolnej, otworzono drzwi Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa, aby każdy zainteresowany mógł wejść do laboratoriów, obejrzeć ogrody czy zwiedzić sady. W Urzędzie Wojewódzkim organizowano międzynarodowe sympozja naukowe, a w hali OSiR Targi Ogrodniczo-Rolne. Mieszkańcy mogli brać udział w licznych konkursach, w których przykładowo wygrać można było pianino czy małego fiata 126p. W późniejszych latach wprowadzono konkurs na najpyszniejszą szarlotkę (bo skoro Wadowice mają swoje kremówki, to czemu Skierniewice nie mają mieć swojego ciastka), który przerodził się w opatentowany produkt lokalny - skierlotkę. W 1987 i 1988 podczas parady zaprezentowały się ówczesne Miss Polonia, które oficjalnie otwierały kolejne edycje święta. Nieco później, bo w 1996 ogłoszono pierwszy konkurs piękności "Kwiat Skierniewic", który trwa do dnia dzisiejszego! Scena święta niejednokrotnie oprócz popularnych gwiazd muzycznych gościła sławy świata politycznego - od Leszka Millera, przez Aleksandra Kwaśniewskiego, po Janusza Korwin-Mikke.
W tym momencie za plecami mamy 41 edycję święta, z roku na rok wydarzenie się zmienia, ewoluuje. Jak wyglądało w ostatni weekend?
Z całą pewnością było wielobarwnie i głośno! Święto rozpoczęła coroczna parada ukwiecająca kolorami i uśmiechem główne ulice miasta. Na rynku smakować było można zdrowych potraw oraz ogromnej skierlotki spod ręki lokalnych cukierników. Dookoła płyty głównej swoje straganiki miały okoliczne miejscowości i wioski, na których prezentowano rękodzieło ludowe jak i znakomite wyroby kulinarne, których nie sposób spróbować nigdzie indziej. Uliczki miasta przemieniły się w świat pełen roślin, warzyw, owoców, słodkich wyrobów cukierniczych, ręcznie wykonywanych przedmiotów, pachnących kompozycji herbat, pysznych naturalnych przetworów, miodów różnego rodzaju, owocowych win. Oprócz tego rozwinięta sieć usług gastronomicznych (tych lepszych, i tych, których nikomu nie polecam), kolorowe balony, wesołe miasteczko, i wiele wiele innych! Nie obyło się także bez muzycznych i kulturalnych doznań - w tym roku na scenie pojawili się m.in. Ania Dąbrowska, Mrozu, Kult, Wilki oraz z programem kabaretowym Cezary Pazura, Marcin Daniec i Formacja Chatelet. Od zeszłego roku podczas ŚKOiW odbywa się także Festiwal Roślinożercy, na którym można kupić produkty wegetariańskie jak i wegańskie, spróbować potraw z różnych stron świata, czy wziąć udział w warsztatach!
Osobiście mam swoją świąteczną check listę, którą w tym roku w pełni wypełniłam i jestem bardzo zadowolona - kupiłam dużo roślin, zjadłam obwarzanki (inne niż te krakowskie) i pajdę chleba na wiejskim zakwasie ze smalcem i ogórkiem kiszonym (niebo w buzi, każdy powinien chociaż raz w życiu spróbować!!!), zaliczyłam dobry koncert i spotkałam się ze znajomymi! Cóż więcej potrzeba?
Zobaczcie fotorelację i wpadnijcie za rok!
całuję, jesienna Emilka!






Komentarze
Prześlij komentarz