Nowy rok, to już?


Całkiem lubię ten krótki okres między grudniowymi  wirażami a noworocznym pośpiechem, jest wtedy kilka chwil na zaparzenie sobie dobrej liściastej herbatki (albo kilku, nastu herbatek), zawinięcie się w koc na fotelu obok kominka, albo w kołdrę na podłodze obok kaloryfera (chyba, że macie sprawny układ krwionośny, to wtedy tylko herbatka), i zastanowienie się nad tym, jak minął nam ostatni rok, co udało nam się zrobić, osiągnąć, co było największym wyzwaniem, zaskoczeniem, a co niepowodzeniem. Jakie cechy w sobie odkryliśmy, co w sobie rozwinęliśmy, a co odrzuciliśmy po wsze czasu (a przynajmniej w perspektywie najbliższego miesiąca, czy dwu, bo nigdy nic nie wiadomo). To taki fajny czas, na docenienie tego, co dało nam życie, na co ciężko pracowaliśmy, na nieco szersze spojrzenie pod kątem ostatnich 365 dni i przemyślenie jakie decyzje miały na nas największy wpływ, co chcielibyśmy w tym naszym życiu zmienić, do czego chcielibyśmy dążyć.


Na zdjęciu ja, zaskoczona chyba bardziej niż przerażona, nie wiadomo tylko czym. Prawa autorskie: tata. 


Ostatnio, jakoś całkiem przypadkowo weszłam do domowej biblioteko-sypialnio-składowni rzeczy różnych (pomieszczenie pełniące zbyt dużo funkcji by móc nadać mu jakąś zwyczajną, pospolitą nazwę). No może nie tak zupełnie przypadkowo, bo potrzebowałam stamtąd kilku rzeczy, ale przypadkowo (w 100%) w moje łapki trafiły stare albumy z okresu super wczesnego dzieciństwa (czyli czasu, z którego niewiele pamiętam, ale wiem, że było fajnie). Tak jakoś wyszło, że wyjęłam kilka zdjęć (a uwierzcie mam ich w tysiącach, bo tata jest fotografem, a małe dziecko za szybko przed obiektywem uciekać nie umie), zrobiłam tym zdjęciom zdjęcia telefonem (masło maślane, wiem) i wrzuciłam z krótkimi opisami na instagramowe story. I stało się coś, czego w życiu bym się nie spodziewała, strasznie dużo osób odpowiedziało na te relacje, że to, o czym tam napisałam (dość nieplanowanie), jest strasznie ważne, i tak bardzo o tym w życiu zapominamy.

Za chwilkę sylwester, będziemy zasypywać się ogromem noworocznych postanowień i wyrzeczeń z wiecznie przodującymi w rankingach „krzepkość fizyczna via siłka 5 razy w tygodniu” i „znikające kilogramy, dieta sama woda”, więc może dobrze będzie zostawić tu parę przemyśleń na cały ten temat ultra ważnych postanowień i zabijających nas ambicji.

Fajnie jeśli wyciągniesz z tego tekstu coś dobrego dla siebie, ale też fajnie, że w ogóle tu jesteś i poświęcasz kilka chwil na przeczytanie moich słów, tych co powyżej, i poniżej też (tam trochę więcej już). Dzień dobry wieczór, cieszę się bardzo, że jesteś!

Chciałam napisać, że jak zwykle nie wiem od czego zacząć, bo wszystko co chce poruszyć jest dla mnie tak samo ważne, bez jakiejś szczególnej hierarchii, ale zauważyłam, że to troszkę nie na miejscu (przynajmniej patrząc od strony czytelnika), bo jesteśmy właśnie w piątym akapicie na 423 słowie…

Kiedyś uważałam, że noworoczne postanowienia są ważne, że dobrze spisać sobie rzeczy, które chcielibyśmy zrobić w danym roku, i wtedy, jak tylko je spiszemy, będziemy tysiąc razy bliżej tego postanowienia, i raz dwa trzy wszystko się spełni. No więc… tak jakby, to nie działa. A przynajmniej w moim przypadku. Ogólnie postanowienia są fajne, przez chwile wytężamy komórki myślowe zmuszając je do wyrzucenia naszych „pragnień” , i dziesięć minut później myślimy sobie, że wiemy co w życiu chcemy osiągnąć. Karteczkę ładnie zakreślamy cienkopisami, najlepiej sypiemy brokatem, i kładziemy na biurku, albo przyklejamy na ścianie. Problem jest w tym, że na biurko trafiają kolejne papiery, książki, milion kubków, szklanek, długopisów i rzeczy maści wszelakiej, a taśma ze ściany pod wpływem czynników atmosferycznych, lub latających przedmiotów (na przykład ubrań, poduszek czy magicznego dywanu jak ktoś ma) zwyczajnie się odkleja i spada w otchłań kurzu za łóżkiem czy szafką. Przez pierwszy tydzień, dwa, ba, nawet i miesiąc usilnie stawiamy czoła wyzwaniom, zmieniamy tryb życia, skracamy czas snu, żeby w połowie lutego zapomnieć i dać sobie spokój, zwykle do czasu wakacji, kiedy nam się przypomina, że pół roku temu mieliśmy zacząć ćwiczyć, żeby mieć seksi ciałko do wyskoczenia na plażę, czy uczyć się języka, żeby nie stresować się wyjazdem za granicę.

Nie chciałabym generalizować, bo wierzę, że są osoby, którym spełnianie noworocznych postanowień idzie świetnie, i faktycznie są w stanie osiągnąć wszystko co sobie obiecali, ale z własnej autopsji, czy obserwacji znajomych i przyjaciół, niestety mogę stwierdzić, że jest to zdecydowana mniejszość. Więc jeśli jest tu ktoś taki, to ogromnie szanuję, i trzymam kciuki za powodzenie w 2019, proszę się nie obrażać za moje słowa.

Skoro więc postanowienia nie są dobre, co zamiast tego? Nie obiecywać sobie niczego, i czekać co będzie? I tak, i nie. Zamiast postanowień serdecznie polecam stawianie celów, które już w samym toku myślowym oznaczają coś, do czego chcemy dążyć, czyli podświadomie podejmować kroki ku ich osiągnięciu. Postanowić możemy, że schudniemy, ale to jeden wielki ogólnik. Ważne jest zrozumienie przyczyny, dla której postawiliśmy przed sobą taką właśnie wizję. Kiedy zadamy sobie pytanie „dlaczego tego chcę?”, okazać się może, że problem nie leży w wadze, a przykładowo na podłożu psychologicznym. Chcę schudnąć, bo nie czuję się komfortowo w swoim ciele, tu celem nie będzie zrzucenie 10kg, a akceptacja i pokochanie swojego ciała. Koncepcja celu wywodząca się z nauk o zarządzaniu (SMART) mówi o 5 cechach dobrze sformułowanego celu: skonkretyzowany (dosłowny, bez luźnych dygresji), mierzalny, osiągalny (bo bez sensu jest stawiać cele niemożliwe do zrealizowania), istotny (byśmy mieli prawdziwą motywacje do dążenia naszego celu) i określony w czasie, z czym nie do końca się zgadzam, bo uważam, że nie ze wszystkimi rzeczami powinniśmy się w życiu spieszyć. Co więcej nie nastawiajmy się na osiągnięcie 20 celów w ciągu roku, raczej na maksymalnie kilku. Niech będą to najważniejsze sprawy, stanowiące priorytet dobrych zmian (bez politycznych konotacji) w naszym życiu, będące podporami codzienności.

Bardzo podobnie jest z planami, które chcemy wdrażać w życie w danym roku. Samo planowanie jest niezwykle ekscytujące, wszędzie widzimy nowe możliwości, okazje. Świat stoi przed nami otworem. Tylko, że nigdy nie wiemy, co spotka nas za godzinę, dzień czy tydzień. Wszystko zmienia się diametralnie szybko. Sama uwielbiam snuć plany, te bliskie, i te dalekie, mogę robić to godzinami. Jednak cokolwiek sobie planuję zawsze mam w głowie myśl, że jeśli nie uda się tego zrealizować nie będę zawiedziona, tylko zrozumiem, że może tak miało być, i nie jest to mój czas na to wydarzenie. Otwórzmy się też na to, co przynosi nam los, Bóg, czy cokolwiek, w co wierzycie, w życiu często najpiękniejsze jest to, czego się nie spodziewamy.

I na zakończenie, kilka zdań o ambicji. Nie dajmy jej się nam zabić. Trudne zdanie, przeczytaj dwa razy. Żyjemy w XXI wieku, czasach, w których świat wymaga od nas wiele, ale my od siebie wymagamy jeszcze więcej. Nie mogę negować samych ambicji, bo to wspaniała sprawa, że każdego dnia chcemy stawać się lepszymi ludźmi. Tylko róbmy to z głową i ze zdrowym rozsądkiem. Sama walczę z pracoholizmem, który stał się w moim życiu wypadkową zbyt dużej ilości ambicji i wyzwań stawianych bez przerwy jedne za drugimi. Uczę się żyć wolniej i dopiero teraz widzę, że w całym tym biegu codzienności nie umiemy skupiać się na sobie, na swoich potrzebach, na potrzebach bliskich. Świat od nas wymaga, tego nie zmienimy, ale możemy zmienić swoje podejście do samych siebie. Znajdźmy dla siebie chwilę czasu, zastanówmy się czego pragniemy, co jest dla nas dobre, czego najbardziej na dany moment potrzebujemy. Zostawmy na chwilę nasze problemy gdzieś obok, (mogę zapewnić, że nikt w czasie naszej nieobecności ich nie podkradnie) i zobaczmy, że to, czym notorycznie się stresujemy i przejmujemy jest tak błahe i niewnoszące wartości, że brakuje słów. Nie dokładajmy sobie zmartwień, bądźmy dla siebie podporą, i żyjmy, ile tylko sił. 

Cieszmy się tym co mamy, doceniajmy dar istnienia, róbmy dobro, i po prostu, bądźmy szczęśliwi.

W nowym, 2019 roku życzę Wam wszystkim dobrzy ludzie radości w życiu, powodów do uśmiechu każdego dnia, zdrowia, i wielu chwil dla duszy i samorozwoju. Niech te nadchodzące dni będą idealną podstawą do spełniania marzeń i zmieniania życia na lepsze.

Wszystkiego co najpiękniejsze!
Emilka

Komentarze

Popularne posty